czwartek, 9 lutego 2017

Yyyyyyyy...

Witam was raz kolejny. Tuż za mną stoi mój kochany, wrzeszczący na cały dom brat... Z jakiego powodu wrzeszczy? Odłączyłem mu telewizor... Uważacie mnie pewnie za człowieka złego, niekochającego rodzeństwa swego jedynego... No ale jakieś środki trzeba podjąć. Dziecko siedzi cały dzień przed komputerem, kiedy zostanie odgoniony przechodzi na telewizor. Nie potrafi uszanować innych, uważa że to on jest panem tego świata i nie odrabia prac domowych a złe oceny z dziennika wymazuje. Dobrze starczy, to nie mój brat będzie głównym tematem dzisiejszej rozmowy. Zacznijmy wszystko od początku. Obudziłem się, o sami wiecie której godzinie, więc nie będę przedłużał tego wątku, mimo że właśnie to robię, pisząc o tym, że już o tym wiecie i nie ma sensu tego zwiększać ilości tekstu, po czym dodałem, że taką czynność wykonuję a potem.... Dobra starczy teraz już przejdźmy do mojego dnia w szkole...
Jak zwykle ledwo ruszyłem swoją leniwą dupę z łóżka, zrobiłem co należy, czyli ubrałem się i umyłem, po czym zjadłem śniadanie. Potem chwiejnym krokiem wyszedłem z domu i wyruszyłem do szkoły. Lekcje rozpoczęły się od malarstwa, jako że mentalnie jeszcze spałem, ni cholery nie mogłem się skupić na martwej naturze. Przyszedł czas na oddanie prac na konkurs na temat terroryzmu.Oczywiście robiłem ją na ostatnią chwilę, czyli wczoraj wieczoremna komputerze, mimo że profesor mówił jasno o formie malarskiej...
No ale tak się składa, że zapomniał i temat uznał za zaliczony. Dalej nadeszła pora na lekcję fizyki. Zapowiedziana była kartkówka, ale dzięki prześwietnym umiejętnościom negocjatorskim mojej klasy, została przełożona na za tydzień. No dobra kłamałem, moja klasa nie potrafi się wcale negocjować, pani zapomniała przerobić z nami jednego tematu... Czas przenieść się w magiczny sposób o kilka godzin do przodu do lekcji gramatyki. Chwila, chwila, magiczny? Nadszedł czas wam wytłumaczyć na czym polega moja magia. Zwie się ona sztuką pomijania nudnych, nikomu do niczego nieprzydatnych informacji, każdy może się tego nauczyć. Już więcej nie musicie wiedzieć o tej ukrytej technice, więc przejdźmy do lekcji. Nadszedł sprawdzian. Był on dość nietypowy... Polegał na głoskowaniu, literowaniu oraz sylabowaniu wyrazów i ustalanie rodzajów głosek... Lekcja wyglądała dość komicznie bo co chwila ktoś wymawiał daną literę aby sprawdzić gdzie ją przydzielić... Wyglądało to mniej więcej tak:
-Yyyyyyy....
-Hyyyyy...
-Myyyyy...
-Cyyyyyy...
I tak przez cały termin pisania sprawdzianu... Pod koniec lekcji nadszedł czas na oddanie rozprawek na temat ,,Oskara i Pani Róży''. Z skromnością w sercu muszę się przyznać, że dostałem piątkę (ma się ten talent do pisania...). Jesteście ciekawi co tam napisałem? Tematem rozprawki było wytłumaczenie, że lektura posiada cechy przypowieści. No a ja, jak to ja, zboczyłem z tematu i zacząłem pieprzyć o niematerialnej materii... Dalej przyszedł czas na lekcje grafiki, na której kontynuowaliśmy pisanie swoich imion w najróżniejszych czcionkach, tak aby wyrażały nasze cechy charakteru. Na koniec jak zwykle wróciłem do domu, usiadłem przed komputerem i zacząłem pisać kolejny post na bloga...

1 komentarz:

  1. Rodzeństwo. Oj różne jest. Moze kiedyś będzie wdzięczny Ci za wszystko. A jeśli nie trudno.

    OdpowiedzUsuń