środa, 8 lutego 2017

Skrzynka walentynkowa.

Witajcie. Nadszedł kolejny dzień a wraz z nim kolejny fenomenalny post. Dzisiaj opowiem wam o dniu dzisiejszym. Wczoraj napisałem o odrębności, mimo że miała być historia mojego dnia. No ale niestety nic się nie zadziało, za to dzisiaj wręcz przeciwnie. Obudziłem o godzinie piątej, po czym poszedłem spać dalej. Wstałem dopiero o godzinie siódmej. Wyglądało to mniej więcej tak: Patrzę się na zegarek, odwracam wzrok, spoglądam jeszcze raz... po chwili dotarło do mnie, która jest godzina i ruszyłem jak z torpedy.
W ten sposób zdążyłem na czas i wbiegłem do sali od francuskiego. Na moje szczęście pani jeszcze nie było. Usiadłem na swoim miejscu i po chwili otwarły się drzwi a w nich stała nasza nauczycielka z szerokim uśmiechem na twarzy. Przywitała się z nami i postanowiła zrobić rozgrzewkę językową.Miała na myśli pytanie całej klasy z trzech ostatnich lekcji. O mało co nie dostałem zawału. Jednak po chwili pani stwierdziła że jej się nie chce i będziemy czytać opowieść o nędznikach. W ten sposób minęła pierwsza lekcja. Na przerwie poszedłem sprawdzić czy będą jutro jakieś zastępstwa. Niestety żadnego nie było. Właśnie miałem wracać a przede mną ukazało się dwóch uczniów ze skrzynką na walentynki w ręku. Wiedziałem co to oznacza, znowu dostanę od cholery listów od moich wielbicieli. W zeszłym roku dostałem ich aż 75. Aktualnie trzymam je w dużej białej kopercie i czytam je wszystkie kiedy mam doła i myślę że nikt mnie nie kocha. Co prawda na połowie z nich jest napisane tylko moje imię i nazwisko i zostały one wykonane przez jedną osobę, ale to tylko szczegół. Najważniejsze jest to, że liczba walentynek do mnie zajmuje więcej niż 3/4 ich wszystkich razem wziętych, ale to nie zmienia faktu, że nadal nie mam dziewczyny. Może to nawet dobrze... Jaka kobieta chciałaby mieć za swojego chłopaka twórcę tak niebywale niesamowitego bloga, którego wyświetlenia liczą tyle samo, co ilość elektrowni jądrowych na jego czole. Plusem tego jest oczywiście większa liczba postów, w których ubolewam jak bardzo jestem samotnym człowiekiem i jak bardzo boli mnie serduszko. Teraz przenieśmy się do lekcji matematyki. Jako że materiał zakończyliśmy 3 miesiące temu, pani postanowiła zrobić nam ,,małą'' kartkówkę z całego materiału. No ale nie zrobiła. Była to zasługa grupy drugiej. Chcecie się dowiedzieć co się stało? Otóż test był zamknięty przez co połowa klasy oddała kartkę po kilku sekundach. Mądrzejsza część klasy zaczęła robić obliczenia po czym oddała po minutach dziesięciu. Jako że testy były krótkie, nauczycielka sprawdziła od razu. Co się okazało: osoby, które oddały pierwsze, miały oceny w granicach 4-5, zaś ci co się starali dostali w granicach 3-4. Pani się kompletnie załamała podarła wszystkie arkusze i wypieprzyła do kosza, pozbawiając nas możliwości napisania testu na następnej lekcji. Dalej nie ma sensu już nic opisywać ze względu na niezwykle ,,interesujące'' wydarzenia. Żegnam się z wami, dziękuję.

1 komentarz: